Wpatrzony w niebo.

Oddany swej kobiecie.

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!
Na pohybel wszystkim co żal dupę ściska ale jednak..

Dużo zastanawiania się i kalkulacji. Dużo obaw i "nieciepłych" słów.


Jednak jazda motocyklem na drogach staje się już zbyt niebezpieczna i coraz mniej rozsądna. Pewne rzeczy już nie mogą mieć na drodze miejsca. Umiejętności i apetyt jazdy sprawiają, że to co chce się robić staje się niewykonywalne a rozsądek już nie jeden raz zdawał się krzyczeć "nie rób tego" gdy do głowy przychodziła kolejna zwariowana akcja drogowa.


Stąd nadszedł taki czas gdy można poczuć się na siłach na tyle wystarczających aby zacząć realizować marzenie. Dawno o tym pisałem..teraz przypominam.



Kupuję drugi motocykl. Sportowy motocykl torowy.

Wyglądać to będzie mniej więcej tak.


Gdyby jednak nawet coś nie wyszło z w/w motocyklem to jest jeszcze drugi krok do wyścigów. Taki pośredni..i też go wykonam w razie "awarii". A drugi motocykl i tak by się pokazał. Najwyżej parę miesięcy później. ;)


Siła tworząca się w sercu na myśl o tym, że zrobi się w życiu coś o czym marzy i śni się od małego dziecka-jest nie do opisania. Ma się wrażenie jakby całym miało się odlecieć. W głowie staje każda relacja z Eurosportu i pop corn którego zagryzało się oglądając moto-wyścigi które akurat się trafiło przełączając kanały.. Potem wraca gdzieś jakaś myśl z lat młodzieńczych gdy po jeździe starym wiejskim rzęchem pragnęło się prawdziwej maszyny a gdzieś w sferze nieśmiałej fantazji rysował się obraz siebie samego jako zawodnika w tym oto sporcie..

I w końcu ten czas nadchodzi. Nareszcie nadejdzie dzień w którym założę kask i przez wizjer spojrzę na asfaltową nić toru a obok mnie na starcie staną moi konkurenci..
14.09.2011 o godz. 00:19
Życie jest jakieś takie dziwne. Strasznie ułożone, monotonne, przewidywalne.

Praca, dom, praca, weekend-poranne otwieranie oczu i wyjazd na uczelnię, praca, dom, wyjazd do dziewczyny. Sporadyczne przerywniki-wypad z kumplami, odwiedziny mamy.

W wakacje? Praca, dom, praca, czasem przerywnik w postaci grilla, wspólny wyjazd na motocyklach. Tyle człowiek ma z życia..niektóre weekendy.

Życie zaczyna być zamknięte w ramach opłat, podatków, urzędowych druczków, ofert, kar, wezwań, stemplów..podpisów..
Co to kurwa ma być?

Człowiek jest wolny? Gdzie jest ta wolność? Tak naprawdę wszyscy jesteśmy zniewoleni. Tak się właśnie czuję. Wsadzeni w jebaną klatkę kapitalizmu (nieważne czy kapitalizm czy inny syf-wszędzie dałoby się poczuć to coś.)

A nie jest tak?
Tu i tam podpisujesz umowę, nosisz ten swój kajet czy kalendarz i umawiasz się na spotkania, otwierasz maila o poranku w poszukiwaniu oferty, powiadomienia, odpowiedzi w sprawie rezerwacji, informacji ile należy się za określoną usługę, piszesz odwołania, wyjaśnienia, przedkładasz skany zaświadczeń? Powiesz mi, że tak nie jest?

Jedyne co sprawia, że odrywam się od tego wszystkiego to motocykl. Wyjeżdżam gdzieś za miasto, robię coś całkowicie sam..ale co to da jak trzeba zarabiać na to zasrane paliwo, trzeba pilnować się i wypatrywać policji, trzeba zastanawiać się ile złamało się przepisów..

Jak wyobrażam sobie wolność?
Czy ja wiem?

Zdaję mi się, że człowiek który ma mniej wspólnego z internetem i telewizją jest bardziej wolny..
Że ten co siedzi gdzieś w czarnej dupie Syberii i poluje na jelenie rozpalając ogień w swojej drewnianej chacie jest dużo bardziej wolny.

Zauważam, że esencja życia jest tam, gdzie jest mniej. Człowiek prosty jest bardziej szczęśliwy. Żyje powoli do przodu, nie pędzi, sam planuje swój dzień..

A my? Pędzimy. Hmm..rzekłbym, że wręcz zapierdalamy. Ledwo z rana otworzysz oczy a już niebawem przykrywasz się kołdrą nie przeżywając nic..dając czasowi płynąc w imię zarabiania na to aby trwać w jakieś ułudzie.

A teraz pójdźmy wszyscy spać z myślą, że jutro wstaniemy po to aby zarobić na te druczki, świstki, listy i na to co pozwoli nam się na chwile od tego oderwać..spotkania, pasje, wyjazdy..
02.09.2011 o godz. 20:35
Jest na tym filmiku.
Brak mi słów na skomentowanie tego, na odwagę bądź brak rozumu tych ludzi.
Wyścig ten zabrał na tamten świat już ok 250 motocyklistów.
Tagi: Isle od Man
17.06.2011 o godz. 16:21
Momentami w motocyklu zaczyna brakować mocy. Gnam jak szalony po 160-200km/h. Zapinam ostatnie biegi, słucham silnika wyjącego przy 12 tysiącach obrotów..


Czasem zakręty wydają się bez końca. Jadę przed siebie zbliżony do asfaltu, pochylony nad tą czarną masą. Wtedy zawsze czuję taki spokój. Pędzony jak po szynach czuję, że zaraz będzie prosta..Następuje wyjście, wyprostowanie maszyny..poniekąd jest to takie wyciągnięcie z chwilowego zawieszenia,skupienia.

Maszyna wraca do pionu, moje ramiona ukierunkowują kierownicę, silnik wchodzi na najwyższe obroty. Znów czuję się wystrzelony w przestrzeń, w masę powietrza. Mój kask tworzy w niej strugi grające mi w uszach. Szum powyżej 140km/h ogarnia już wszystko..

Ciepłe opony zmuszone do hamowania, metr po metrze trasą miligramy samych siebie po to aby zatrzymać mnie i pędzące dwieście kilogramów..




Czasem jadę powoli, mocy jest pod dostatkiem. Silnik pracuje spokojnie..w kask wciska się leśne powietrze, zza drzew wydobywa się już zaczerwieniony blask zachodzącego słońca, zboża są blisko, chciałoby się wyciągnąć dłoń i wejść w nie, schować się przed światem i nie pamiętać o niczym.

Droga uspokaja, czarna wstęga odległości kusi swą tajemnicą i niepoznanym. Jedziesz..dłoń spoczywa na hamulcu. Ciągle jedziesz..

Życie staje Ci przed oczami. Wspominasz każdą swoją łzę, beztroskę dzieciństwa, myślisz o tych których kochasz, o tej która czeka na ciebie, myślisz o wszystkich niespełnionych planach, przeciwnościach życia. Uświadamiasz sobie jak było trudno i co jeszcze przed Tobą.

Jedziesz..





Zachodzące słońce ukazuje Ci piękno natury. Jego światło wpada w Twoje oczy. Pokazuje Ci piękno życia.


Czasem brakuje mocy..


23.05.2011 o godz. 22:05
Chyba znów po krótce.

Z Pauliną jestem. Wszystko zmierza w jak najlepszym kierunku. Jak ja długo musiałem czekać na takie zmiany w życiu..

W pracy podwyżka. Niewielka ale jest. Finansowo lepiej. Wręcz finansowa odwilż. Szkoda tylko, że wczoraj okazało się, że przygotowanie motocykla na sezon wykosztowało mnie 800zł. Trudno ;)

Motocykl-Sprawny, śmigający, czekający aż go dosiądę i pożyłuję skurwiela. Zmiana z szerszenia na CBRkę RRkę nie wyszła ale nie szkodzi. Owad potrafi solidnie zapierdalać. Na drodze dużo niebezpieczeństw. Wciąż czekam na wyjazd na drogi. W zeszłym roku już jeździłem ale co tam. Nowe sportowe opony kuszą do innej jazdy niż turystyczna. ^^ Jak ja tęsknię za jazdą..

Jest tylko taki mały zonk, że wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazują mi na to abym go sprzedał. Dosłownie mówię "znaki". Nie, że ktoś coś powiedział, namawiał ale jakoś tak..może ja chcę widzieć te sytuacje i je nadinterpretuję zwiększając u siebie tym samym świadomość ryzyka, zagrożenia i bezpieczeństwa a co za tym idzie może właśnie dzięki temu będę bardziej uważny. Kij go wie..

Eh, kurde. Nazbierało mi się przez zimę na mnie z 6kg. Ale mi się nie chce tego zrzucać. No ale trudno, trzeba ruszyć dupę i w miesiąc to ogarnąć. Jak w zeszłym roku zrzuciłem 13kg to co to dla mnie te 6kg :)
22.03.2011 o godz. 12:13
Muzyka jest jaka jest. Może nie moja ulubiona. Filmik jest jaki jest. Jedno zdjęcie i nic poza tym. Proste, niezłożone..ale na określony temat. Trafiłem na to przypadkiem. No luz, ktoś zabił się na motocyklu. Git..reakcja zerowa. Jest takich pełno. Zobaczyłem jednak kiedy dodano film..05.10.2009.

Zobaczyłem kto go dodał i zobaczyłem najnowszy komentarz. Sprzed 3 dni.

Zacząłem płakać.

Ta sama osoba, ponad rok po tragedii nadal tęskni, wciąż nie jest jej łatwo, cierpi cały czas..Zrobiło mi się żal tego kogoś, jakoś tak smutno, że inni muszą tak chamsko cierpieć..Po prostu pękłem.


Film jest tu
http://www.youtube.com/watch?v=3PecRnSOlJQ&feature=related

Niestety nie da się go tu wkleić. Autor zabronił publikacji.
A ostatnio?


A ostatnio w ucho bardzo wpadło mi to..co zresztą bardzo poprawia mi humor ;)

Student filologii germańskiej kontynuuje swoją naukę języka rosyjskiego. Ludzie, jaki ten język dla mnie jest piękny ;)

W ogóle jaki rozstrzał co? Twardy niemiecki i miękki ruski. No chociaż do wypracowania akcentu na ruski to mi jeszcze daleko.
Ważne, że wchodzi do łba jak trzeba i w tempie expres.
09.12.2010 o godz. 12:04
Zacznijmy od praprzyczyny tego bloga. Utrata Kamili. Gdyby ktoś przeczytał go całego, zobaczy co i jak się ze mną działo po 10.07.2008. Dziś stawiam sobie pytanie..usunąć wpisy o Kamili czy nie? I myślę sobie, że może nie. Kiedyś poczytam to z dystansem, zamysłem bo nie ukrywam, że te wpisy są też jak najbardziej dla mnie aby w przyszłości spojrzeć na swą przeszłość. To już całkowicie zamknięta przeszłość i to tak bardzo zamknięta, że tamtej Kamili już nie ma. Dziś to całkiem inny człowiek. Nie mam ochoty jej widzieć ani słyszeć. I nie dlatego, że z nią kiedyś byłem. Dlatego, że jest symbolem niszczenia samego siebie i tego co w sobie dobre.

Z Pauliną jestem nadal. Związek się rozwija, zbliżamy się do okresu roku. Kocham tę kobietę przeogromnie. Pierwszy raz w życiu (tak u Kamili tego nie było), zaczynam fizycznie robić coś, i układać sobie życie tak, aby tej kobiecie było przy mnie jak najlepiej i aby to właśnie ją widzieć po wejściu do wspólnego mieszkania. Jest tylko mały zonk. Ja po tej jebanej Kamili zgubiłem gdzieś masę dobrych cech. Jakoś tak, jestem taki buntowniczy, stawiam się, potrafię bezwzględnie walczyć z kobietą którą kocham. Za zimny jestem często. Pracuję nad tym..ale to jak zbierać do kupy zbitą szybę samochodową. Mimo wszystko daję z siebie maksimum. Moja kobieta, Paulina, jest warta wszystkiego.

Motocykl..



Maksymalna prędkość osiągnięta 235km/h. Maszyna zapierdziela jak trzeba.

Jedna kolizja z pijanym pieszym. Wylazł gdzie nie miał. Dziś musi zapłacić 300zł grzywny za to że się pchał pod koła. I dobrze mu.

Na przednim kole też jechałem. Gwałtowne hamowanie przed tyłem opla ze 100km/h. Jaki czad..motocykle uzależniają. Większość jeździłem w nocy..ten motocykl to masa niezapomnianych wrażeń. Jego też kocham.

I dlatego go nie sprzedam a taki pomysł był aby albo za niego kupić auto i potem następny motocykl albo zmienić motocykl na CBR 600RR. Ale jednak nie, pierdolę to..mój kochany niebieski przyjaciel zostaje i ani myślę się go pozbyć.


Poza tym..jestem studentem zaocznym filologii germańskiej. Podoba mi się to ;)

Długo mnie nie było, wróciłem.
23.11.2010 o godz. 12:33
10.07.2008 roku, gdy traciłem Kamilę, nie mogłem nawet przypuszczać, że życie potoczy się takim torem.

07.07.2010, powiedziałem Paulinie po raz pierwszy, że ją kocham.

Jest to dla mnie niezwykle ważne i bardzo znaczące. Słowa te dla mnie stają się zobowiązaniem, gotowością, oddaniem.

Od ostatniego wpisu o Paulinie wydarzyło się sporo. Raz nawet związek zatrząsł się na tyle, że de facto, skończył się.
Jednak Paulina od razu wiedziała, że nie ma najmniejszej ochoty mnie zostawiać. Chciała mi coś pokazać, unaocznić pewną rzecz. Udało się jej.

Wiele rzeczy po długiej samotności, dopiero przy niej wyszło na jaw. Pewne sprawy trzeba było zmieniać, zmieniać mnie. Czasem musiałem zmienić stosunek do czegoś, zaniechać pewnych rzeczy..ale wiedziałem, że robiąc to, uczynię dobrze i dotychczasowe nastawienie może tylko szkodzić.

Paulina jest piękna, kieruje się cennymi wartościami i jest bardzo inteligentna..a co najważniejsze i cieszące-jest wymagająca.

Kocham tę kobietę. Bez asekuracji, dystansu. Oddanie, całkowicie.
Tagi: Paulina
09.07.2010 o godz. 11:43


O Paulinie słów dużo :)


Czuję, jak wytwarzają się wewnątrz mnie nowe więzi do tej kobiety. Czuję coraz więcej dobrego. Owszem, miałem wrażenie, że poprzedni związek jednak nie odszedł z mojej głowy ale jednak wczoraj, będąc u Pauliny, doznałem hmm..tego co chciałem. Poczułem, iż stała mi się bliska, że to nie już "ja i ona", że to już "my". I co najważniejsze, nie jest to coś w stylu zakochania, jakiegoś szczeniackiego lizania się po krzakach, obmacywania miejsc intymnych czy innego badziewia, krzyczącego o tym jak to wspaniale w brzuchu latają mi motyle. Odbieram o raczej jako efekt powolnej, zażyłej stabilizacji, gdzie przed kordonem ciała i przyjemności, kroczą budowane zaufanie, szacunek i oddanie..


Tak, nie przyszło mi to łatwo, zwłaszcza po tym, gdy jeszcze niedawno, ciało kobiety miałem, ot tak, na pstryknięcie palcami i nie musiałem dawać z siebie nic aby dostać ją. W ogóle przyzwyczajenie do samotności, spowodowało, że obce mi było dostosować się do życia z drugim człowiekiem, do tego aby się poświęcać i trwać w czymś co może być ciężką próbą..


No ale, trzeba było dogrzebać się do tego siebie, sprzed dwóch lat. Tego, który oddał się Kamili.

Dogrzebałem się. Daję Paulinie, to co najlepsze we mnie. Czasem odczuwam lekkie zgrzyty, jakieś słabe niechęci ale to są tam. "małe rzeczy do korekty".
Wracam, tak jak chciałem


Paulina jakiś czas temu, powiedziała, że dziękuje Kamili, za to, że ta zostawiła takiego mężczyznę jak ja. Mimo, że głupio było mi tego słuchać..mimo, że było mi przykro, że straciłem Kamilę i teraz mi o tym przypomniano to zrozumiałem, że te słowa są dowodem na odgrzebanie starego mnie..


Miło było czytać dziś:
"Nikt nigdy nie dotykał mnie w taki sposób(...). Nie chodzi tylko o to, że sprawia mi to przyjemność ale jak czuję Twoje dłonie czy usta na moim ciele to wiem, że kompletnie NIC mi nie grozi. (...)Czuje w tym czułość i ciepło(...)."


To jest wyrywek..ale dawno nie miałem takiej pobudki. Poza tym..dotykam tylko jej szyi, pleców czy ramion i jest to tak piękne, tak wystarczalne i tak przyjemne. To, jak odgina swą szyję, gdy siedząc za nią, obejmuję ją i kładę dłoń na gardle, a potem opiera się na mnie..to wygląda tak pięknie. Ten obraz jej ciała, tak kobiecego, które zdaje się mnie pieścić tym, że po prostu jest.


Nie mogę się oprzeć, i całuję szyję, poliki czy plecy..coraz łapczywiej, zdecydowanie i dziko.
To wystarczy.

Jeśli jej kiedyś przyjdą do głowy inne pomysły..oj, stanie się to wręcz cielesną poezją ;p

Cieszę się, że poczułem to coś. To, co mówi - oddaj się jej. To ta, o tamtej zapomnij, nie cofaj się. To ona, dla niej zbuduj coś nowego i nie odchodź, to dobry wybór.




No i pozostały motocykle.

Stu konna maszyna, przyśpieszająca do setki w jakieś 3,5 sekundy. Ważąca ok 200kg. Pierwszy, duży, prawdziwy motocykl.


I co?
Czuję się jakbym się na nim urodził. Żadnych problemów. Winkle, złożenia, przepinanie biegów i gaz..Moja natura, moje środowisko.
No cóż..dziadek miał 8 motocykli. Tata jeździł od małego,prawie podstawówkę przez swoje motorynki zawalił, jednak na motocykl jako dorosły facet-nie uzbierał..
Geny, geny. Szkoda tylko, że do tego czasem zbyt niemieckie
.

Zapytacie ile jechałem najwięcej. A no jak na razie 210km/h. Pozostał jeszcze 6ty bieg do wbicia ale za dużo aut w ruchu było. Zwolniłem do 100km/h i spokojnie leciałem w ciągu samochodów..


Czuję się tak dobrze na tym motocyklu. Czuję takie zgranie, motocykl niczym mnie nie zaskakuje, nie przewyższa sobą, nie wywarza u mnie strachu..
Tak jakby ktoś zbudował go pode mnie..

I to na razie tyle. Oby wszystko było dobrze.


11.04.2010 o godz. 13:30
Nie dziś czas na szczegóły lecz warto wspomnieć iż mam dziewczynę. :D

I najlepsze jest to, że czuję się czysty. Odczuwam to co powinienem. Tęsknotę, radość na myśl o niej, je brak i chęć przebywania z nią jak najwięcej.

Serce nie zapycha się Kamilą, nie zwalnia rytmu z jej winy.

Oby tak dalej..a hucznie tego obwieść jeszcze dziś nie mogę.
Wiem, że mimo wszystko będę jak najlepszy.
Tagi: Paulina
10.02.2010 o godz. 16:25
"That bandit in Birma. Did you catch him?"
-"Yes"
-"How?"
-"We burnt the forest down."

Pyrrusowe zwycięstwo?

Czasem tak potrzebne.
Tagi: ...
06.02.2010 o godz. 22:46
Motocykl kupiony. Honda CB 600S Hornet.
98 koni mechanicznych, 200kg masy i 3,7s do setki;]

I jego możliwości.

16.01.2010 o godz. 13:54
We wtorek kupuję motocykl!


Szczegóły, zdjęcia..kiedyś tam, bo teraz jestem zbyt pierdolnięty żeby ogarniać detale:D



O, i wstawiam muzyczkę, przy której tak dużo myślę o Patrycji i motocyklach.
Widzę ten jej uśmiech, gdy patrzy na pędzące, ryczące maszyny.
Eh..byle do wiosny.
10.01.2010 o godz. 11:24
23.12.2009 21;38

Jestem u mamy. Piszę tylko wtedy gdy mam wenę. Dziś jest taki dzień. Dziś jestem po prostu poruszony tym gdzie jestem i tym co się dzieje.

Słowo klucz-Kamila. Tu, u braci, tu gdzie z 6ciu przeżytych lat, prawie 1,5 roku żyłem właśnie dla niej. Niestety doświadczam tutaj.. po prostu jej.

Droga do domu. W głowie mam obraz jak w 2007 i 2008r idę i piszę do niej. Do dziś pamiętam rozmowę przez telefon gdy siedziała w kuchni wraz z mamą. Stawiając dziś kroki ku mojemu byłemu domowi, natrafiam na kępę trawy, w którą kiedyś spadła mi obrączka, „Gdybyś ją zgubił, chyba bym Cię udusiła”-ot żartobliwe stwierdzenie po opowiedzeniu o tym jak prawie zgubiłem ten mały kawałek srebra.

Siedzę w pokoju w którym spędziłem tak wielki kawał dzieciństwa. Mimo, że nie ma tu moich mebli, książek, broni, ubrań..patrząc w to miejsce widzę moje łóżko, widzę jak leżę na nim wraz z Kamilą. Nie bacząc na to, że w moją twarz bije teraz światło komputera a oczy widza kolejne to stawiane literki, w mej głowie trwa projekcja. Uśmiech tej kobiety, śliczne spojrzenie i czuły głos są tak żywe, tak prawdziwe, tak świeże. Boże, myślałem, że dajesz mi największe szczęście. Dałeś mi jednak największe cierpienie jakie tylko mogłem sobie wyobrazić. To co wydawało się być tym co będzie najważniejszą, najbardziej pielęgnowaną częścią swego życia, stało się tym co zadało największą ranę. Ba, stało się tym co będzie ranić jeszcze lata.

Nie byłem jeszcze na dworze na spacerze wśród tych drzew i pól. I tak wiem co się stanie. Już teraz widzę to jak razem schodzimy drogą do pobliskiego lasu. Ten sierpniowy spacer, ta sierpniowa chwila.

Ona jest wszędzie. Ona tutaj jest żywa. Mam wręcz ochotę płakać. Patrzę co chwile za okno w jej kierunku, tam, 40km stąd. Przecież to tak blisko..Przecież..

Boję się jechać do mamy na motocyklu. Będę musiał przejechać przez Kamili miejscowość. Jeśli tak wiele dzieje się ze mną tutaj, to ile będzie ze mną dziać się tam..

Moralność.

Chciałem być kawałem skurwiela. To nie dla mnie. Ja mam fabrycznie zamontowany hamulec do bycia dobrym. Chcę być „czysty”. Taki jak przedtem. Nie mogę robić czegoś co jest wbrew mnie.

Kochanki już nie ma. To był błąd. Żałuję, że tak odbiło się to na mnie i na Mari. Dla niej może to i dobrze.

Motocykl będzie. Ma być już niedługo. Spełnię marzenie. Nie wiem jaki będzie tego skutek.

Sen o Kamili.

Ostatnio śniłem o Kamili. Z nocy z soboty na niedzielę 20/21. Przytuliłem ją, spacerowaliśmy, rozmawialiśmy. Wróciliśmy do siebie (czego o dziwo raczej w rzeczywistości bym nie chciał). Mimo wszystko budząc się i myśląc o jej niebieskich oczach uśmiechałem się. Dziękowałem Bogu za tak wspaniały sen.

Sen o wojnie.

W nocy z niedzieli na poniedziałek śniłem o wojnie. Broniliśmy się przed Rosjanami. Brakowało nam amunicji. Broniąc się w klatkach schodowych bloków i piwnicach, Rosjanie byli zmuszeni atakować wręcz. Dla nas było to na korzyść z względu na końcówkę pocisków. Pierwszy atak, aż do teraz mam ciarki. Gdy zmuszony do wyjścia z piwnicy z siekierą w ręku, przed moją twarzą ukazała się wystraszona twarz Rosjanina, zacząłem rąbać go z całej siły. Do teraz potrafię odtworzyć w myślach scenę gdy jego zęby wręcz wyłamują się ze szczęki i fruną przez korytarz piwnicy.

Potem kolejni, siekiera w plechach, chrupot kości. Następny, ostrze w szyi i strumień tętniczej krwi.

Jeńcy. Trzech. Dwóch zastrzeliłem z pistoletu. Koniec amunicji. Trzeciemu zrobiłem masakrę z głowy za pomocą młota. Trzęsłem się, upuściłem młot. Nie mogłem wytrzymać obciążenia związanego z tak brutalnym i bezpośrednim zabijaniem. W końcu gdy wyszedłem na dwór aby zaczerpnąć powietrza, zauważyłem, że z balkonu całą akcję obserwują dwie kobiety siedząc na skrzynkach amunicji. Naszym celem stało się dotrzeć do ich mieszkania i zdobyć amunicję.

Tu sen się skończył.
27.12.2009 o godz. 23:18
O tu, po przeczytaniu tego widzę..widzę swoją zmianę.
Tekst do podlinkowania...

To przykre.
Tagi: zmiany
14.12.2009 o godz. 20:37
Filmik mówi sam za siebie.:)
30.11.2009 o godz. 23:29
Mój blog ma rok.

Czytam go po raz któryś. Zmian nie widzę a podobno są...

Motocykl

Tym razem, że tak powiem, bez pierdolenia, powinien pojawić się od stycznia do marca. Horneta kumpel sprzedać nie może, w takim razie zapatruję się na czarną kawkę Z750. Foto umieszczam na samym dole notki.
108KM, 750ccm pojemności, jednym słowem rakieta z kosmicznym pierdolnięciem.

Ciało.

W ciągu roku dobrałem jakieś 13kg. Statystycznie dobieram 1kg miesięcznie. Jestem większy, silniejszy, wyglądam jak facet a nie wychudzony chłopiec. W końcu..

Mimo to brakuje mi tego kurzu, tego brudu, wycieńczenia, obolałych mięśni, lejącej się krwi i ciągłego zaciskania zębów.

Brakuje perfekcyjnego strzelania, trafiania z dużych odległości. Wyczekiwania z okiem przyciśniętym do lunety, leżąc w zbożu i czując jak plecy zalewa ulewny deszcz. Czując jak woda przesiąka całe ubranie i powoli rozlewa się na skórze lecz ręka nie drży. Dłoń a zwłaszcza palec wskazujący czekają wytrwale mimo wszystko..

Psychika.

Są zmiany które widzę. Samotność po Kamili jak i życiowe przeszkody a także chęć pokazania ludziom z przeszłości co potrafię naprawdę były dla mnie jak słoik dla ogórka. Zakręciłem się we własnym sosie. Stałem się dumny, pyszny, pewny siebie i bardziej bezwzględny. Wiem też, że tracę umiejętność wysłuchiwania ludzi. Interesowania się nimi. Zamykam się we własnym świecie do którego innych nie wpuszczam. Jeśli tu włażą-dostają w mordę. Robię to już właściwie wszędzie. Z dziadkiem nie gadam, z mamą nie potrafię, z ojcem..walnę parę słów. Babcia wpycha się do mojego świata wielkimi brudnymi buciorami, dostaje taki "wpierdol", że aż się kurzy.

Jestem małomówny, daję lakoniczne odpowiedzi.

Jedyna osoba, która się w tym świecie trzymała dobrze-właśnie z niego wyszła.
Można stracić rękę lecz bez niej można nadal żyć-cały czas czując jej brak.

Kobiety.

W końcu przyzwyczaiłem się do tego, że jestem sam i zacząłem czerpać z tego przyjemności. Po rozmowie z przyjacielem doszedłem do wniosków, że jest tysiące plusów bycia samemu w takim wieku i budowanie swojego życia po swojemu.

Mimo to z drugiej strony odpierdoliło mi. Zrobiłem krok za daleko. Mam kochankę.

Rozpieprzam ostatnie "oporniki", ostatnie bastiony dobra i przyzwoitości. To jest złe lecz dobro, które kiedyś było z mojej strony tak wielkie, nigdy nie popłaciło. Wręcz przeciwnie, ze największe życiowe dobro dostałem największy życiowy "wpierdol".

Chuj mnie już wszystko obchodzi.

Nie mam zamiaru kochać kogoś kto nigdy nie wróci.
Nie mam zamiaru wciąż cierpieć.
Nie mam zamiaru budować życia na fundamentach dawnego siebie-na tych fundamentach runęło wszystko.

Ona.

Sam do końca dziś nie wiem dlaczego pani M. sobie z mojego życia poszła. Można się wkurwiać ale żeby aż tak i o kochankę..No cóż.

Twoja duma, moja duma, twoja duma, moja duma.
Mógłbym przeprosić. Za co?

Z kobietami nie rozmawia się o kłótni po kłótni. Złota zasada nabyta przed tym weekendem.

Bardzo dobrze znam znaczenie słowa "zapomnij".
Tak jest Pani Generał-już się robi.
Osobiście jednak odmawiam wykonania rozkazu.
Sprawiając pozory jego wykonania..


Jest mi smutno.
825512119_1.jpeg
Tagi: i chuj!
29.11.2009 o godz. 16:58


Skuteczny?
A no właśnie..
Tagi: motocykle
06.11.2009 o godz. 10:46
Zatrzymałem się na czerwonym. Silnik pracował równo, na niskich obrotach. Nie śpiewał, że jego właściciel ma zły humor, nie zdawał się przemawiać "uciekajcie"..

Słońce mimo wielu wysiłków nie mogło przebić się swą siłą do much oczu skrytych za przyciemnioną szybką szybą kasku. Słyszałem swój oddech, w kasku panuje takie wyciszenie..odcięcie.

Wtem mym oczom na przejściu ukazała się Kamila.

Zaraz po tym rozległ się dźwięku uderzenia ochraniaczy rękawicy o bak. Ludzie widzieli jak motocyklista spiął się po czym "otworzył" swoją sylwetkę i jednocześnie opuszczając dłonie wzniósł głowę do góry.

Silnik zawył do 13 tys obrotów. Nie przestawał.

Kątem oka zobaczyłem czerwień z pomarańczą.

Gaz!
Coraz szybsza redukcja biegów..Ograniczenie do 70km/h.
Prędkość licznika zatrważająco wzrasta z 80km/h, przetacza się przez 120 i dobija do 170km/h. Wszystko obok przemija tak szybko jak wspomnienia, które zaczęły się ukazywać niczym slajdy w taśmie filmowej.

Klnę sam do siebie. Robi się gęściej na drodze, zwalniam. Szarpnięcia, redukcja do pierwszego biegu..

Toczę się jak czołg 50km/h z dłonią zamkniętą w pięść, położoną na baku.

Samochody wyprzedzały go. Motocyklista jakby spoglądał na swą pięść. Z opuszczoną głową zdawał się być wyłączonym z ruchu mimo tego że jechał. Był jednak przy tej prędkości "tak z boku".

Niebieskie seicento, które mnie wyprzedzało przypomniało jak myłem z nią auto jej mamy. Siedząc samemu na motocyklu, czułem tak jakby ona siedziała ze mną na tej bujanej ławce, tak jakby dziś było dniem wczorajszym. Dniem tamtym..

Motocyklista podniósł szybę kasku, na chwilę włożył tam palec w okolice oczu..

Po zamknięciu szyby silnik zaryczał. Motocyklista gwałtownie rozpędzał się z lekko uniesionym przednim kołem..



Motocyklista-ten z lewej. Ona-ta z prawej.
Życie jest takie nieprzewidywalne..
21.10.2009 o godz. 12:12
Zwłaszcza tak od momentu 3:18. Moje klimaty..
Tagi: District 9
20.10.2009 o godz. 22:58